Daniel Hope – My Tribute to Yehudi Menuhin 2016

Opublikowano: 10.07.2017 r.

Nowa płyta Daniela Hope przynosi muzyczny portret Yehudi Menuhina, mentora artysty od najmłodszych lat. Portret rewelacyjny.

Daniel Hope – My Tribute to Yehudi Menuhin

Rok wydania: 2016

Wydawca: Deutsche Grammophon

Ocena: 4,5/5

Płyta z którą, nieżyjący od 1999 roku, Menuhin nie ma fizycznie nic wspólnego.

Muzycznie oddaje jednak ducha zainteresowań Menuhina. Stąd nieprawdopodobny eklektyzm zgromadzonego na płycie materiału.

Otwiera go koncert skrzypcowy Feliksa Mendelssohna. Jednak łatwo paść ofiarą pomyłki kupując tę płytę. Jeśli nie znamy zbyt dobrze zainteresowań i działalności Menuhina to spodziewamy się słynnego koncertu skrzypcowego e-moll, op. 64. Dostajemy jednak próbkę twórczości młodego, zaledwie trzynastoletniego, Feliksa w postaci niepublikowanego za jego życia koncertu skrzypcowego d-moll.

Dzieło to odkrył dla świata właśnie Yehudi Menuhin, kupując manuskrypt od antykwariusza Abi Rosenthala w 1951 roku i przygotował światową premierę w Carnegie Hall. Potem jeszcze trzykrotnie nagrywał to dzieło, przywiązując do jego promocji ogromną rolę. Nic więc dziwnego, że Hope nagrał ten koncert na potrzeby tego wydawnictwa.

I to rzecz dla mnie, miłośnika Mendelssohna, najcenniejsza na tej płycie.

Ale to nie wszystko. Mamy dużą dawkę „egzotycznej” południowo-wschodnio europejskiej muzyki. Bliski Menuhinowi Bartok w trzech z 44 duetów na dwoje skrzypiec (tu towarzyszy Danielowi Hope Daniel Lozakovitj), nauczyciel Menuhina, rumuński kompozytor i skrzypek George Enescu („Hora Unirii”) i Jo (Josef) Knümann, niemiecki kompozytor wyspecjalizowany w tworzeniu etnicznych „kawałków”; tutaj w „Rumänisch”.

Jest ponadto przyjaciel Hope’a, Libańczyk Bechara El-Khoury, są Steve Reich, John Taverner, Hans Werner Henze, Edward Elgar i Maurice Ravel. I, by kompletnie stylistycznie „zdestabilizować” płytę, Antonio Vivaldi.

Bo repertuar jest taki jak osobowość i zainteresowania Yehudi Menuhina, który nie tylko interesował się całym spektrum muzyki zwanej klasyczną, ale także jazzem a nawet pop music.

To wszystko sprawia, że płyty nie można traktować jak sztampowego produktu, płyty którą wypadało wydać, kompilacji jakich wiele.

I przy całej atrakcyjności zgromadzonego na płycie materiału wykonawca pozostaje w tej recenzji gdzieś w cieniu. Niesłusznie. Ten brytyjski skrzypek niemieckiego pochodzenia (dziadkowie wyemigrowali do Afryki Południowej w niezgodzie na narodowosocjalistyczny reżim, rodzice, protestując, z kolei przeciwko polityce apartheidu, przenieśli się na wyspy brytyjskie gdy Daniel Hope miał zaledwie pół roku) należy, mym zdaniem, do najciekawszych skrzypków młodego pokolenia.

Hołd Menuhinowi ze strony Hope’a się należał. Przez wiele lat Yehudi Menuhin patronował karierze małego Daniela. Matka Hope’a była asystentką Menuhina. To wsparcie było dla kariery Hope’a niezwykle cenne. Dorastał, dosłownie i muzycznie, obok Menuhina, nic więc dziwnego, że uważa go za swego „muzycznego dziadka”.

Na koniec warto wspomnieć o obecności na płycie Avi Avitala (mandolina).

Autor: Adam Bach

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Powiązane posty

Kasetowa ściana. Relikt przeszłości w nowej roli.Kolejny, niebanalny przykład na twórcze wykorzystanie przedmiotów, które dawno utraciły swą podstawową funkcję.
Jimmy Buffett – Beach House On The Moon [1999]Płyta Jimmy'ego Buffetta w moim odtwarzaczu to zawsze przypadek doprawiony odrobiną ciekawości. Tak jest i w tym przypadku.
Barry Manilow – 2:00 AM Paradise Café [Arista AL 8-8254, 1984]Gerry Mulligan na saksofonie barytonowym w zespole akompaniującym, i Sarah Vaughan oraz Mel Torme jako partnerzy w duetach. Barry Manilow jakiego (...)