Witam w Teatrze Dysharmonia

Opublikowano: 07.02.2013 r.

Szanowni Państwo, witam w Teatrze Dysharmonia. Dzisiejszego wieczoru, nasza reprezentacyjna sztuka – Wkurzenie.

Z powodu hołdowania dawno już zgniłemu decorum postanowiliśmy poprzestać na tej nazwie.

Każdy z państwa z pewnością znajdzie łatwo w swoim elementarnym wachlarzu kilka podobnych określeń, których użycie na scenie godzi w poczucie dobrego smaku. Ha, takich właśnie mamy widzów! Spójrzcie na nich – świnie, prześmiewcy i hipokryci. Cóż za widownia, cóż za wieczór.

A i humor mi odpowiada. Na pytanie, co zjadłbyś na śniadanie, odparł mi dzisiaj: węgierską grypę.

Szanowni państwo, przed wami –zatrważająco prawdziwy monolog rzucającego palenie papierosów z powodów antymainstreamowych. Odpowiadający humor!

Dobry wieczór, państwu. Edwardzie, dziękuję za wspaniałą zapowiedź. Ciągle mam nadzieję, że się rozchorujesz.

Szanowni państwo, opowiem państwu dzisiaj, co mnie naprawdę wkurza. W gruncie rzeczy mógłbym sprowadzić całą sprawę do dwóch prostych słów:

Ambiwalencji i Niezaspokojenia. Jakkolwiek byłoby to proste, to z pewnością znalazłby się ktoś, kto zapytałby: hej, płacicie temu pocącemu się, żylastemu dupkowi z węgierskim akcentem dziesięć tysięcy za występ? Za powiedzenie na scenie dwóch zaledwie słów? Możecie to sobie państwo wyobrazić, co za farsa. Dlatego nie poprzestanę na Ambiwalencji i Niezaspokojeniu, po pierwsze dlatego, że nie do końca rozumiem znaczenie tej pierwszej… A po drugie, dlatego że siedząca w drugim rzędzie – tak, skarbie, ty, ty – blondwłosa piękność nie pozwoli mi pozostać po występie niezaspokojonym – może jeszcze o tym nie wiesz, ale… – .

Jak wiecie jestem barmanem, czyli osobą, która profesjonalnie zajmuje się krzewieniem alkoholizmu i patologii rodzinnych. Bez zbytniej egzaltacji powiedzieć można nawet, że jestem kimś w rodzaju ambasadora kraju spirytusem płynącego – mesjaszem upicia i zezwierzęcenia, ewangelistą syndromu dnia następnego, piewcą postmodernistycznego nihilizmu pod wezwaniem „ze mną się nie napijesz?”.

Wyjaśnione? Świetnie. Wyobraźcie sobie teraz państwo – piątek, wczesny wieczór, choć nad stolikiem nr 3 unosi się duchowy eter mówiący, że u nich dawno około północy. Siedzi dwóch facetów. Pierwszy z nich nieco otyły, no, w przypływie odwagi, której mamy dzisiaj deficyt, powiem nawet, że grubas. Wąs zmierzwiony, nieco przysiwawy. Drugi, jak dla równowagi, yin yang i karmy – chudy straszliwie, jakby nie dojadał. Co istotne, ten drugi ma na sobie taki granatowy dres, wiecie państwo, co to można w nim uprawiać jogging, pięściarstwo osiedlowe czy biathlon rodzinny. Siedzą, piją kolejne piwo, które skwapliwie im donoszę, wszak swoje powołanie traktuję nadzwyczaj poważnie.

Wreszcie jeden z nich – ten chudy – mówi całkiem serio:

– Ech, ten kraj jest do dupy.

Ja nagle przystanąłem, słucham, słucham tak wrażliwie, że słyszę – proszę sobie wyobrazić – jak impulsy nerwowe przeskakują mi po neuronach, od kuźni usznej aż po korowe ośrodki mózgu. Dociera do mnie – usłyszałem naprawdę, a jednak nie wierzę. Z wrażenia odłożyłem drinka, którego przygotowywałem jakiejś nie do końca pełnoletniej cizi.

Cóż to za prawda! Objawienie!

Pomyślicie sobie państwo raczej, co za truizm, wszak widzimy to codziennie, wiemy, że przyszłość zapowiada się raczej siermiężnie, jak przedsionek piekła. A że codziennie widzicie i wiecie to, dlatego właśnie tu przyszliście, żeby dać upust waszej żądzy normalności.

Szanowni państwo, pomyślcie tylko – siedzą, narzekają, że pracy nie ma, a jak już jest, to za 1500 zł miesięcznie – ujma na honorze, bo nic nie robiąc socjal da tyle samo. A tak, to jeszcze jest czas, żeby czytać znowu Ulissesa, bo za każdym razem znaczy co innego. Psioczą i rżną malkontentów, że kiedyś to było inaczej, że piłka nożna, że Lato, że zima, że nowe filmy Allena to nie to samo, co kiedyś. Wyobrażacie sobie państwo – zwykła knajpa, w której można zapić mordę, zwykłe tematy, blisko ludzi. A tu nagle! Boom! Wyskakuje z ukrycia porucznik Zaskoczenie wespół z sierżantem Prawdą. Co za duet, riffy takie, że teoria strun drży strwożona. Kraj do dupy. No, do dupy, nie zaprzeczę. Ale proszę państwo, teraz wy musicie mi

odpowiedzieć na jedno pytanie, bo tłuszcz można spalić, mięśnie pośladków wypracować w pocie czoła na siłowni. Co można zrobić z tym, co stamtąd wychodzi?

Autor: Rorschach

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Powiązane posty

Perry Como – Till The End Of Time. The Early Hits 1936-1945 [1996]Perry Como, lojalny syn Canonsburga w Pensylwanii (czego nie można powiedzieć o innej muzycznej sławie - Bobbym Vintonie) w swych (...)
Great American Songwriters: Irving Berlin [1994]Składanka nie trafiła w nastrój. Obiektywnie jednak nie można mieć do repertuaru płyty zastrzeżeń.
Z panem Telemannem powrót do domu.Mocno zubożona materialnie, z nadzieją jednak na rekompensatę w postaci ubogacenia duchowego, wróciliśmy z panem Telemannem do domu.