Skarb Państwa

Opublikowano: 23.01.2013 r.

Dobry wieczór Państwu. W dzisiejszej odsłonie historia człowieka – nietuzinkowego, z przerośniętym aparatem osobowości i wielolicową facjatą, której nie powstydziłby się Świętowit z Oleska.

Dobry wieczór Państwu. W dzisiejszej odsłonie historia człowieka – nietuzinkowego, z przerośniętym aparatem osobowości i wielolicową facjatą, której nie powstydziłby się Świętowit z Oleska.

Żona nazywa go Skarbem. Uroczo, przyznacie państwo. Zasadniczo dobrana to para. Ona niebrzydka, a i on całkiem niegłupi.

Wyobraźcie sobie państwo, że ta żona ciągnie od niego gargantuiczne sumy pieniędzy – pewnie panowie wiedzą, o czym mówię. Powodzi im się lepiej niż oczekiwali przed ślubem, a żonie i tak mało – a to nowy dom (koniecznie z basenem!), a to ekskluzywny samochód, a na wakacje bezwzględnie do Ameryki Południowej, by nie być gorszymi od sąsiadów. Skarb dwoi się i troi, by przy tych astronomicznych wydatkach, bilans był ogólnie dodatni. Ma jednak łeb na karku, wie, gdzie można uszczknąć, gdzie oszukać, gdzie nagiąć obowiązujące przepisy, by wystarczyło na podmiejską willę, nowe Audi i tydzień w Meksyku.

Akcja! Boom! Na scenie naszej opowieści pojawia się porucznik Zaskoczenie i oświadcza wszem i wobec strwożonym tonem posłańca, że naszemu bohaterowi skradziono 21 milionów złotych. Hańba! W biały dzień obrobić tak człowieka!

Jak się dłużej jednak zastanowić, to jedyne sensowne rozwiązanie. Kto by się spodziewał wizyty panów w kominiarkach w czerwcowe, słodkie południe? Wszak szanowni Państwo, do tego trzeba mieć odwagę.

Spytacie, jak to się stało. Otóż paru innych biznesmenów, równie przebiegłych i chytrych ludzi, których pazerne żony rozszarpują comiesięczną krwawicę, wpadło na pomysł, by dokonać zakupu luksusowych samochodów z napędem niesłabszym niż Sokół Millenium. Jeździ więc jeden z drugim takim Aston Martinem albo Mercedesem AMG za grube miliony i zastanawia się, jak by tu zrobić, żeby, mimo zawartej umowy ze Skarbem, nie oddawać mu swoich ciężko zarobionych pieniędzy. Biznesmen, dajmy na to, w Porsche 911 Turbo, ma świadomość, że nie stać byłoby go na zakup nowego Fiata 500, gdyby do tej pory wywiązywał się stanowczo z zawartych wcześniej umów.

Rejestruje zatem swoją wyścigówkę jako pomoc drogową i mentalnie strzela Skarbowi w kolano, wszak wie, iż umowa tego nie przewidziała. Może teraz jeździć 200 na godzinę po ulicach Warszawy, jak czynił to pewien dziennikarz, i śmiać się do rozpuku, że przechytrzył Smoka, bo dziewica cała, a do tego chętna zmienić obecny stan.

Zmartwiony Skarb przychodzi do mnie do baru i pije whisky z colą, gdyż nie wyrobił sobie na tyle wytrawnego podniebienia, by dać sobie radę z czystym trunkiem. Zastanawia się, gdzie popełnił błąd i jak go naprawić – wie, że nie ma takich mocy na ziemi i w niebie, by mu przeszkodziły odzyskać stracone 21 milionów. Przyzwoitość i sprawiedliwość wysiadły na wcześniejszym przystanku.

Zróbmy teraz przerwę – szanowni Państwo. Zastanawiacie się pewnie albo i nie, dlaczego jeszcze nie wkroczył sierżant Prawda i nie zapytał: jak mogłeś stracić coś, co nigdy nie należało do ciebie, szanowny panie Skarb? Niestety, sierżant Prawda został otruty przez popularne media i leży odłogiem w rynsztoku wieczornych informacji. Wracajmy do opowieści.

Siedzi u mnie pan Skarb i pije na krechę – jak zwykle z resztą, wszak przez pazerność swojej żony ma u mnie wielomilionowe długi. Czkawką odbijają mu się te wszystkie limuzyny, które kupił, te drogie budynki, które wybudował i wakacje, na których wypił za dużo. A wszystko to sygnowane jego wspaniałym, szlachetnym nazwiskiem.

Akcja! Proszę operatorów o zbliżenie na te złote, wykaligrafowane litery –

Skarb Państwa. Arystokratyczne imię i nazwisko, gwarantujące sukces, luksus i bogactwo.

Jako, iż posiadłem zdolność czytania w ludzkich umysłach wiem też, iż głowi się, jak powiedzieć o tej stracie swojej ukochanej żonie, Biurokracji Państwowej. Jak ma zacząć? „Biurokracjo, straciłem 21 milionów”, czy może „Biurokratko kochana…”?

Wydaje mi się, że ma ochotę nazwać ją jednak hybrydą jej właściwego imienia z innym, częściej występującym w przyrodzie określeniem. Uśmiechacie się, Państwo?

Autor: Rorschach

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Powiązane posty

Anything Goes: The Cole Porter Songbook. Instrumentals [1992]Niska cena to najczęstsza przyczyna, kiedy kupuję płytę bez dokładnego sprawdzenia czy to naprawdę "ta" płyta, albo płytę o której istnieniu w (...)
Liza Minnelli – Live From Radio City Music Hall [1992]Nie przepadam za Lizą Minnelli. Kupiłam z ciekawości.
Bartók – Piano Concerto No. 2, Stravinsky – Concerto For Piano And Wind [Stephen Bishop, Colin Davis] 1968Bartok nie należy do moich ulubieńców, ale z dziwnych powodów kupuję niektóre płyty. Czy kupiłem ją dla Stawińskiego? Nie pamiętam. Ale słucham (...)